7 maja 2007 - wyjazd już pojutrze!
Kończymy przygotowania...Ostatnie zakupy, załatwianie ostatnich spraw...Dzisiaj rozmawial z nami CSM Michael Wagoner ze sztabu garnizonu w Fort Campbell i potwierdził chęć spotkania z nami dowódców garnizonu i 3 Brygady "Rakkasans" oraz żołnierzy służby czynnej. Zaproponowano nam również udział w rekonstrukcji która ma się odbyć podczas Air Show 19 maja (mają być AH-1 Cobra i UH-1 Huey) ale już nas tam nie będzie, a poza tym nie zabieramy ze sobą żadnego sprzętu. Trochę szkoda...Genarelnie mamy czuć się w domu 101st jak we własnym domu. To fajnie bo mamy konkretne plany, które chcielibyśmy zrealizować będąc tam. Ale o tym na razie cisza...
9 maja 2007 - jesteśmy już w drodze
Jest godzina 12:10 w Warszawie. Właśnie siedzimy w 24, 25 i 26 rzędzie w samolocie Boeing 767-300, lot nr LO 001 na trasie Warszawa - Chicago. Pasy mamy już zapięte i dosłownie za chwilę rozpoczniemy kołowanie na pas startowy. Za kilka minut będziemy już w powietrzu i rozpoczniemy 10 godzinny lot do Stanów.
Do zobaczenia za 3 tygodnie!
AIRBORNE!
10 maja 2007 - już na miejscu
Po długiej bo trwającej ponad 30 godzin podróży dojechaliśmy na miejsce. Jesteśmy w Lake Murray Resort w Ardmore w Oklahomie. Dziś wieczorem spotkamy sie z kompanią C. Własnie siedzimy z Państwem Bond na tarasie w ośrodku i pijemy herbatkę... Wiecej kolejnych informacji z braku czasu już w krótce... Pierwsza galeria już jest :)
11 maja 2007 - drugi dzień w Lake Murray
W czwartek byliśmy w Ardmore na zakupach i na krótkim rekonesansie. Znaleźliśmy dom weteranów. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na powitalnego grilla do kompanii C, gdzie kapitan Bond przedstawił nas swoim kolegom i ich rodzinom. Zostalimy przyjęci bardzo miło i ciepło. Większość z Nich nie mogła uwierzyć, że przyjechaliśmy prosto z Polski żeby się z nimi zobaczyć. Byliśmy świadkami bardzo wzruszającej modlitwy poświęconej pamięci poległych i zmarłych kolegów z kompanii C.
12 maja 2007 - dzień z Kompanią C
Dzień trzeci rozpoczeliśmy od rozdania weteranom naszych albumów ze zdjeciami, naszych koszulek, smyczy i znaczków oraz innych prezentów z Polski, które spotkały się z olbrzymim zainteresowaniem, tym bardziej że dla niektórych był to pierwszy kontakt z Polską. Wieczór upłynął nam na ciekawych rozmowach i słuchaniu fascynujących wspomnień z Wietnamu poszczególnych żołnierzy Rakkasans. Dzięki temu otrzymaliśmy potężną dawkę informacji do wykorzystania w naszych rekonstrukcjach. Dostaliśmy również wspaniały album ze zdjęciami od batalionowego fotografa. Nie przypuszczaliśmy, że zostaniemy aż tak miło przyjęci do kompanijnej rodziny. Mieliśmy też przyjemność poznać sierżanta majora z Fort Campbell, który właśnie odbył turę w Iraku. Jutro mamy zaprezentować się oficjalnie w mundurach i pokazać naszą prezentację przed całym batalionem.
13 maja 2007 - Memorial Dinner z 3 Batalionem 187 Pułku
Wczoraj wystapiliśmy oficjalnie w mundurach polowych. Uroczysty obiad rozpoczął się wniesieniem flagi amerykańskiej, proporców kompnii, dowództwa batalionu oraz sztandaru pułku. Tuż przed posiłkiem uczestniczyliśmy w modlitwie dziękczynnej za tegoroczne spotkanie. Następnie głos zabrał były dwódca kompanii Alfa, który wspominał swoich żołnierzy, a przede wszystkim tych którzy polegli w Wietnamie. Zaraz po nim ze środka sali przemówił do wszystkich zebranych były dowódca kompanii Charlie, kapitan James E. Bond, który jest sekretarzem stowarzyszenia 3 Batalionu 1967-1968.
Zostały zapalone świeczki za poległych żołnierzy, przyjaciół i bliskich.
Mieliśmy okazję poznać współczesne działania US Army w Iraku. Prezentację poprowadził CSM Dean Keveles z 101st z Fort Cambell. Nastepnie przyszła kolej na nas. W imieniu grupy głos zabrał Grzegorz, który podziękował za zaproszenie i przedstawił grupę. Na ekranie pojawił się nasz film i nasze zdjęcia... Z niepokojem obserwowaliśmy reakcje zebranych blisko 300 osób... To, w jaki sposób przyjęto naszą pracę przerosło nasze oczekiwania. Nasz pokaz spotkał się z gorącym przyjęciem i owacjami na stojąco. Była to nagroda za nasz trud i wysiłek.
Memorial zakonczył się modlitwą pastora, który wspomniał w niej o "przyjaciołach z Polski".
Szczególnym wyrazem uznania były indywidualne podziękowania weteranów oraz ich rodzin... były łzy wzruszenia, uściski i poklepywania... warto było... AIRBORNE!
Jutro koniec Reunion a od poniedziałku, 14 maja ruszamy w drogę..przed nami prawie 3500 km :)
13 maja 2007 - koniec Reunion
Niedziela jest dniem pożegnań! Żegnamy się z uczestnikami Reunion bo jak wiadomo, że nic co miłe nie trwa wiecznie. Kapitan Bond otrzymał od nas nasz czerwony beret oraz naszywki spadochronowe Wojska Polskiego. Na fladze Airborne, którą w sierpniu zeszłego roku otrzymaliśmy od Leona Felczera podczas wizyty w Polsce, wetereni Kompanii C składają swoje podpisy. Wszyscy podkreslają jak wielką rolę odegraliśmy w ich tegorocznym spotkaniu. Już teraz dostaliśmy zaproszenie na przyszły rok. Zobaczymy...
Wielu weteranów podchodziło do nas dając swoje pamiątki jak np. znaczki, naszywki, zdjęcia oraz nawet własnoręcznie namalowane w Wietnamie obrazki.
Jutro w drogę...
14 maja 2007 - Born to be wild
Po obfitym śniadaniu w Lake Murray Resort ruszamy w kierunku Texasu. Jest bardzo duszno i gorąco. Jedziemy do Fort Worth obok Dallas, gdzie chcemy odwiedzić słynny sklep miltarny Omaha's, gdzie kupujemy parę drobiazgów. Wczesnym popołudniem ruszyliśmy do Little Rock w Arkansas. Nasze Dodge Caravany spisuja sie bez zarzutow, a my doceniamy błogosławienstwo tempomatów, amerkańskich dróg i klimatyzacji. Większość już jest chora. Bak paliwa 87 oktanów kosztuje ok 150 pln... żyć nie umierać :) Poźnym wieczorem dojechaliśmy, po zwiedzeniu czarnej i średnio sympatycznej o 1 w nocy dzielnicy, do motelu 6 w West Memphis. Tego dnia przejechaliśmy blisko 600 mil i padamy na pyski. Jutro jedziemy do Elvisa...
15 maja 2007 - Love me tender
Jest wtorek 15 maja. Po paskudnym, kolejnym amerykańskim śniadaniu w Subway ruszamy do Graceland. Panuje wszechobecny komercyjny kult króla rock'n'rolla. Każde wejscie do jednej z 6 ekspozycji kończy się wyjściem w sklepie z pamiątkami... Muzeum jest oszałamiające. Od rzeczy codziennego użytku do odrzutowców. Polecamy serdecznie fanom Króla. Popołudniem ruszamy do Nashville w Tennessee. Ostatnia spokojna noc bo nie przypuszczaliśmy co nas spotka... Fort Campbell jest coraz bliżej :)
16 maja 2007 - AIRBORNE! all the way
No i jesteśmy.
Około południa meldujemy się na bramie nr 4 w celu wydania przepustek, które otrzymaliśmy bez żadnych problemów. Zostaliśmy zakwaterowani w koszarach 5 Grupy Sił Specjalnych, które podobno były tajne, do czasu naszego przyjazdu :) Ktoś to przeoczył... Na lunch zostaliśmy zaproszeni do stołówki Rakkasans gdzie za 3.65 $ można się najeść do woli. Możemy swobodnie poruszać się po całej bazie. Zwiedziliśmy lotnisko, parki pojazdów, sklepy PX tylko dla żołnierzy lecz dzięki urokowi osobistemu możemy nabyć prawie wszystko. Co ciekawe parę napotkanych osób słyszało o nas i naszym przyjeździe. Fort Campbell razem z poligonem jest zbliżone wielkością do Warszawy i położone jest w dwóch stanach. Wszyscy fajnie wyglądają bo chodzą w nowym typie mundurów "ACU". Zwiedzamy muzeum 101st gdzie znajduje się wiele wyjątkowych eksponatów więc robimy setki zdjęć. Czwartek jest kolejnym dniem w bazie i poznajemy ją coraz dokładniej. Szeregowy East jest do naszej dyspozycji. Robimy sobie zdjęcia w naszych mundurach z wykorzystaniem epokowej broni. Ale najlepsze czeka na nas przed bazą. 20 sklepów militarnych... Jesteśmy w 7 niebie. Jutro uroczysty przegląd dywizji i spotkanie z jej dowódcą...